UWAGA! Zmieniam akcję w opowiadaniu.
Wszystko toczy się na szóstym roku!
Tzn. że bohaterowie mają po 16-17 lat...
***
Przez kilka następnych dni brązowowłosa pilnie
się uczyła do egzaminu latania na miotle...
Wciąż wspominała okropny wypadek na zajęciach.
Nadal nie czuła się zbyt dobrze... Przeciwnie...
Leżała w łóżku i czytała temat z podręcznika.
Za chwilę drugie śniadanie. Nie była głodna...
Pani Pomfrey nie znała przyczyny jej omdleń.
Uważała, że być może dolega jej coś,
o czym nigdy w świecie czarodziejstwa nie słyszano,
ale u mugoli-owszem. Była tak bezradna...
Hermiona wierzyła, że w końcu to minie i będzie tak
jak dawniej. Te jej dziwne zachowania gnębiły ją jakiś
rok, więc jakoś się do tego przyzwyczajała. Codziennie
było jej słabo, jej cera była tak blada, że nieładnie to
wyglądało. Czasem miała ochotę zwymiotować, ale
umiała temu zapobiec. Postanowiła o tym nie myśleć.
Zbliżały się Święta. Cieszyła się, że spędzi je w Hogwarcie
razem z Draco. Odetchnęła z ulgą na myśl, że Harry i
wszyscy Weasley'owie będą w tym czasie u nich, w domu.
***
Tymczasem w zapomnianej łazience dziewcząt
(zamieszkałej przez ducha Jęczącej Marty) dwie
Ślizgonki knuły pewną zemstę na Hermionie.
-O! Świetny pomysł!-powiedziała jedna z nich.
-Nie. To zbyt łagodne. Coś innego.-zaproponowała
druga czesząc swoje kruczo-czarne włosy.-Posłuchaj!
Szeptały cicho, by nikt ich nie usłyszał. Aż wreszcie
wymyśliły podły plan, który miały zamiar wypróbować.
***
Kiedy wszyscy uczniowie zebrali się na drugim
śniadaniu, dyrektor postanowił coś ogłosić.
-Kochani, jak wiecie zbliżają się Święta. Z tej okazji
w Hogwarcie zorganizujemy wycieczkę do pobliskiego
miasteczka. Wybierzemy się tam specialnymi bryczkami
konnymi. A więc Ci, którzy tu zostaną mają okazję
pozwiedzać kilka miejsc. A teraz smacznego!
Na Sali chwilę panował zachwyt i głośne rozmowy.
-Kurcze! Nas to ominie!-powiedział Ron.
-No... A szkoda.-odparł Harry zajadając bagietkę.
-A ja za to będę miała okazję przekonać się, jakie jest
to miasteczko. Haa!-chwaliła się Hermiona, chociaż widać
było, że wcale się z tego powodu nie cieszy. Po jakiś kilku
minutach Ginny obserwowała ją uważnie, po czym dodała:
-Czy w końcu weźmiesz się za jedzenie?
-Jadłam...w dormitorium.-wymyśliła na poczekaniu.
-Nie kłam. Musisz coś zjeść.-wyszeptała zezłoszczona.
-Ale ja naprawdę nie jestem głodna!-krzyknęła.
-Cii...cho. Spróbuj przynajmniej ciepłej zupy.
-Na śniadanie? Nie wiem. Jaka jest?-spytała.
Rudowłosa za jednym machnięciem różdzki przywołała
wielką wazę, która stanęła na przeciw jej na stole.
-Mhmm... Ogórkowa. Masz!-powiedziała nalewając
pełną miskę i wciskając pod sam nos koleżance.
***
Do Wigilii Bożego Narodzenia zostały trzy dni.
Większość uczniów już wyjechała. Zresztą wciąż
ich ilość w szkole się zmniejszała. I tego właśnie
dnia wyjeżdżali: Ron, Harry i Ginny. Trwało długie
pożegnanie z brązowowłosą ...i nie tylko.
-Trzymaj się! Do zobaczenia za tydzień!-powiedział
z uśmiechem Ron całując ją w policzek. Ona zrobiła
to samo. Potem podeszła do jego siostry...
-Oh, kochana. Szkoda, że nie chciałaś jechać z nami.
Ale... życzę Ci wesołych świąt! Oh!-rzuciła się jej w ramiona
i rozpłakała się.-W końcu to tylko kilka dni, nie?
Został Harry. Stał samotnie przy dzwiach wyjściowych z
dormitorium. Podeszła do niego. Opuścili pokój wspólny.
-Będę tęsknić.-wyszeptał zawstydzając się.
-Oj, zobaczymy się niedługo.-odparła z uśmiechem.
-No tak... Ale myślałem, że Święta spędzimy razem.
-Ale postanowiłam spędzić je w Szkole.-rzekła.
-Harry! Chodź już!-krzyczała Ginny ciągnąc bagaże.
-Oh, no tak. Tak więc Wesołych Świąt i...-myślał.
-Dzięki!-szybko powiedziała i przytuliła go.
Nagle poczuła, że Harry ją pocałował. Ale nie tak
zwyczajnie. Poszedł. A ona stała tak dalej...
***
-Jutro Wigilia...-myślała brązowowłosa leżąc w łóżku.
Była szósta rano. Przez całą noc nie mogła zasnąć.
Fatalnie się czuła. Miała gorączkę. Jakoś wytrwała.
Wstała i wskoczyła pod zimny prysznic. Ulżyło jej.
Wyszła w szlafroku do pokoju wspólnego, gdzie siedziała
Nicol. Porozmawiały chwilę, po czym poszły się przebrać.
Hermiona wysuszyła swoje włosy i siedziała przy kominku.
Brakowało jej Rona...Ginny...i...Harry'ego. Przypomniała
sobie o tym, co wydarzyło się podczas pożegnania.
-Idziesz?-usłyszała za plecami. Odwróciła się. To była
Melania. Pytała o śniadanie. Wstała i wyszła za nią.
W Slytherinie z dziewczyn szóstego roku została tylko ona,
Nicol, Melania i...Katie. Inne powyjeżdżały dawno do domów.
***
Po południu chciała spotkać się z Draco.
Mieli spotkać się w ogrodzie, ale było zbyt zimno.
Umówili się w lochach, tam ich nikt nie zobaczy.
Spędzili ze sobą kilka godzin. Siedzieli na schodach
przytuleni do siebie. Wiele razy denerwował ich
Krwawy Baron, który przelatywał obok nich i podlądywał.
W końcu przestali zwracać na niego uwagę, i z tego powodu
duch już się nie pojawił, co ich bardzo ucieszyło...
Brązowowłosa wstała na chwilę i rozejrzała się. Nagle straciła
przytomność. W ostatniej chwili złapał ją Draco.
-Hermiono, co Ci jest? Hermiono?!-pytał bezradnie.
Nie pozostało nic innego jak zaprowadzić ją do skrzydła.
***
Obudziła się w łóżku szpitalnym.
Otoczona była Draconem i Panią Pomfrey.
-Kochana, już wiem co Ci jest.-powiedziała cicho.
-Tak...-wyszeptała brązowowłosa patrząc na nią.
-Tak jak myślałam, to choroba mugolska...-rzekła.
-Jaka? Czy to poważne?-spytał Draco.
-Niestety... I to bardzo... Ty o tym wiedziałaś, prawda?
Dlaczego się nie leczyłaś? Kochana, czy Ty wiesz na co
się naraziłaś?-wypytywała zdenerwowana.
-Wiedziałam o tym tylko ja. Jestem w pełni świadoma tego,
co się ze mną stanie. Oh...-mówiła. Była tak słaba...
-Co jej jest?!-wykrzyknął spoglądając na wykończoną dziewczynę.
-Jest chora na... Bardzo mi przykro... To...-próbowała powiedzieć
pani Pomfrey, ale Hermiona jej przerwała.
-Draco, mam ostrą białaczkę szpikową. Ja...umrę...
Nie był w stanie wymówić ani jednego słowa. Był w szoku.
Po jego policzku spłynęło kilka łeż.
-Nie...błagam...-mówił...-Proszę, powiedz,że to żart.
-W ostrych białaczkach szpikowych zawsze ostatecznym
etapem leczenia jest dokonanie allogenicznego lub
autologicznego przeszczepu szpiku. Jeśli znajdzie się
dawca, Hermiona będzie żyć. A jeśli nie...-westchnęła i
zostawiła ich samych. Opuściła pomieszczenie.
-A miałem tyle planów związanych z Tobą, kochana...
Płakał tuląc się do niej. Ona tak się bała śmierci...
***