*•.¸¸.•*´`*•.¸¸.•*´`*• HERMIONA & DRACO [love] & [hate]*•.¸¸.•*´`*•.¸¸.•*´`*•

...

poniedziałek, 30.sierpnia.2010, 19:48

Powrócę, obiecuję. Nie wiem kiedy, ale... powrócę z nowościami, z wielką weną i pasją, jak wcześniej.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział XXIX. - 'Tak... Kochasz go.'

poniedziałek, 31.marca.2008, 20:09
Witam po dosyć długiej przerwie.
Obiecałam rozdział, więc oto on.
Dotrzymałam słowa.
Miłego czytania i wyrażania opinii.
Pozdrawiam. Liliann.

***

Rozdział XXIX. - Tak... Kochasz go.'

***

'Bardzo go kochała, mieli wspólne plany.
Otworzyli oczy to samo ujrzeli,
jego puste oczy no i krew na bieli...
Los im zabrał wszystko i szczesliwą gwiazdę,
Świat idzie do przodu, sami dobrze wiecie...'



***


Brązowowłosa leżała na łóżku i ślepo wpatrywała się w sufit.
Wciąż dręczyło ją to,że ktoś chciał zabić ją i Dracona.
Ale łzy spłynęły jej po policzku z myślą, że została sama.
Dumblendore zadecydował, że Draco opuści teren Hogwartu
i spotka się z Voldemortem. I jeśli będzie to konieczne...
rozegrają walkę na śmierć i życie.
Wtuliła się mocno w poduszkę odgarniając
spadające na oczy loki. Cierpiała...
-Dlaczego...-wyszeptała-Dlaczego właśnie on...
A nie ja... Dlaczego?
Zasnęła i przypomniała jej się cała sytuacja,
której nie chciałaby pamiętać.
Ta, co się stała tego samego dnia,
gdy Perty oddała swoje życie za nią.


Daj mi chwilę...
Tylko tyle...
Chcę byś był już zawsze ze mną tu
Daj mi chwilę...
Chociaż tyle...
Ale nie zostawiaj nigdy już...



-Uspokój ją, Draco...-powiedział cicho Albus.-To nie jej wina.
-Moja...-wyszeptał Malfoy opuszczając
głowę w dół.-To ja nawaliłem.
-Dlaczego Voldemort miesza się
w nieswoje sprawy?-spytała zdenerwowana
Nie usłyszała jednak na to pytanie żadnej konkretnej odpowiedzi.
-Dyrektorze, w takim razie co mam zrobić?-zapytał
odchodząc od tematu.
-Co, proszę? Co TY masz zrobić? Nie, nie, nie.
Chciałeś powiedzieć 'co my mamy zrobić.
Łącznie z Harry'm. Rozumiesz?-ostrzegła surowo.
-Hermiono, zostaw nas samych. Dobrze?-szepł dyrektor.
-Słucham? To chyba chyba jakiś żart? Pff...-parsknęła,
lecz gdy oboje spojrzeli na nią dziwnym wzrokiem,
zrozumiała, że powinna wyjść. I tak zrobiła.
... Trzaskając przy tym głośno drzwiami.

Była zdenerwowana. Bez przerwy myślała o tej sytuacji,
która wydarzyła się przed wczoraj. I od tamtej pory
nie widziała Dracona... Przeciągnęła się i przykryła kołdrą. Ciężko westchnęła i zamknęła oczy. Po jakimś czasie zasnęła.


***

W bibliotece...
Grupka dziewczyn, która przygotowywała się do egzaminu,
cicho szeptała.
-Kim on jest? Bo widziałam go dzisiaj na
korytarzu!-spytała jedna z nich.
-Ale kto? Chodzi Ci o tego przystojniaka?
Och, nie wiem. Ale podobno Cathen coś wie na ten
temat, prawda kochana?-Lusyja szturchnęła łokciem
siedzącą obok niej rudowłosą, która rysowała w zeszycie serduszko.
-Ej, Cath? Cath? Co Ty tam mazgrolisz?-dopytywała Emma. Po chwili
wyrwała koleżance notes i dokładnie przyjrzała się rysunkowi.
-Sądzę, że nasza Cath się zakochała. W tym niekształtym serduszku
napisane jest 'Pan Seyer'. Kto to?-spytała ciekawska Mel.
-To on. On, on, on, on... On.-majaczyła bez przerwy.-On, on, on...
-Kto?!-krzyknęły zdenerwowane przyjaciółki.
-On.-szepła wskazując palcem na mężczyznę wchodzącego do
sali. Rozmawiał z bibliotekarką i wziął kilka książek.
-Aaa... Cudowny. Szczupły blondyn...-rzekła któraś.
-Niebieskie oczy... Śliczny uśmiech...
-Słodki, romantyczny, boski...
Nagle rozległo się głośne bum, bum.
-Ziemia do was!!!! Spadły mu książki! Wkraczamy do akcji.-szepła
zachwycona Em. Podbiegła jako pierwsza.
-Och, pomogę Ci. Proszę. A kim jesteś?
Nie widziałam Cię tu wcześniej. Podaj dormitorium, klasę? Wiek? Cokolwiek...-mówiła zachwycona.
-Yyy... Dziękuję.-odpowiedział biorąc podręczniki.-Profesor Seyer.
-Pro...feee..sorr?! PROFESOR? Profesor?
-Tak. Jestem tutaj nowy. Zastępuje Severus'a Snape'a.
Będę uczył Obrony Przed Czarną Magią.
-Aaaaaaaaa.... Aaaaaa...-jąkała Emma.
Nauczyciel zrobił dziwną minę i spojrzał na uczennicę
jak na wariatkę. Ukłonił się i opuścił pomieszczenie.
-Aaaaaa... Aaaaa... Aaaaa...


***

-Witam. W jakiej sprawie miałam do Pana przyjść?
-Hermiono, chcę, abyś o czymś wiedziała.
Otóż Draco wyruszył w długą i niebezpieczną podróż...
Spokojnie. Nie denerwuj się tylko. Usiądź i wysłuchaj
mnie do końca. Nie wiadomo, czy wróci z niej
cały i zdrowy. Stanie w walce z Sam-Wiesz-Kim...- powiedział.
-Voldemort... Pożałuje, jeśli coś mu zrobi... Popamięta mnie!
-Nie przerywaj. Wiem jak się czujesz.
Ale nic nie jesteś w stanie zrobić. Nie pomożesz mu teraz.
Posłuchaj... W Hogwarcie nie jesteś już bezpieczna.
Tak samo Harry. Musicie się przenieść. Wszystko już
zaplanowałem. Ty, on i Ronald wybierzecie się dziś do państwa
Weasley'ów na jakiś czas, dopóki Malfoy nie wróci
'na tarczy lub z tarczą'...
-Dobrze.-dziewczyna przełknęła ślinę-Ale ja tak się
o niego boję... Bo ja... No bo... Ech, poprostu wiadomo
o co mi chodzi... No wie Pan...
-Tak... Ty go kochasz.


***

-Współczuję Ci... To musi być strasznie bolesne...
Dziewczyny zawsze ryczą z powodu facetów.
Ale to, co się Tobie przytrafiło...
To no wiesz, nie będę się za bardzo wtrącał i Ci dokuczał.
Harr...y... Ej! Co Ty robisz? Zabieraj tą łapę sprzed mojego nosa.
Harry zaczął wymachiwać pięścią przed twarzą Rona.
-Nie mów przy niej o Nim, dobra? Bo... będzie źle.
-No dobra, dobra. Nie musisz się tak denerwować... No...
-Uspokójcie się... Macie wszystko, co potrzebne?
Zaraz jedziemy...-gdy oboje kiwneli głowami na znak 'tak',
dziewczyna zeszła po schodach. A oni powędrowali za nią
aż dotarli do gabinetu Dumblendore'a.
-Dobrze, że jesteście. Artur i Molly powinni tu zaraz być.
-Albusie...-wyszeptała cicho brązowowłosa.
-Wiem. Jeżeli będę cokolwiek wiedział o Draconie, oczywiście
powiadomię Cię jako pierwszą osobę. Bądź czujna.-odpowiedział.
Po chwili do pomieszczenia weszli Weasley'owie.
-Harry, Hermiona! Jak miło was widzieć. Jak wy zbladliście...
Wyglądacie już gorzej od... Rona.
-Oj, mamo... Bez przesady...
-A Ty cicho bądź. Idź już ojciem do samochodu. No już!
O czym to ja mówiłam... Ach, tak. Albusie, bardzo się
cieszymy, że te przesympatyczne dzieciaki będą u nas
przez jakiś czas mieszkały. Nie zawracam już głowy.
No, idziemy. W domu czeka na was pyszny obiad.
-I zupa cebulowa...-wyszeptał Harry.
-Tak. A skąd wiedziałeś?-spytała Molly ze zdziwieniem.
-Bo zawsze jest.


***

Przepraszam, że się nie wysiliłam, ale nie miałam czasu.
I weny. Ale obiecuję, że kolejny rozdział będzie dłuższy
i o wiele ciekawszy od tego. Całuję.


***

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział XXIX.

wtorek, 29.stycznia.2008, 17:10
-> Rozdział w budowie.
Jeśli nadal lubicie czytać moje opowiadanie,
prosiłabym o opinie. Będę bardzo wdzięczna!

`- Lill.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział XXVIII. - ''Nie rozdzieli nas nikt!''

piątek, 26.października.2007, 20:49

Wreszcie nowy rozdział. Wybaczcie, że długo żadnego nie było. Ale tak czy inaczej opowiadanie jest dalej prowadzone i nie było porzucone. Poprostu nie miałam czasu. Zapraszam do czytania i komentowania. ;*

***

Rozdział XXVIII. ''Nie rozdzieli nas nikt!''

Katie Bell była pewna tego, co ma zamiar zrobić.
Chciała zabić Hermionę i Dracona. Nie obchodziło
ją, że poniesie z tego powodu poważne konsekwencje.
Myślała tylko o pozbyciu się ich raz na zawsze.
-Nie zrobisz tego. Nie jesteś do tego zdolna.-powiedział
blondyn drwiąc sobie z dziewczyny.
-Tak uważasz?! To się mylisz! Co Ty w ogóle o mnie
wiesz? Nic! -krzyknęła. Chłopak podszedł do niej.
-Nie zbliżaj się do mnie! Stój! Bo pożałujesz!-zagroziła.
-Katie... Uspokój się, zrozum, że...
-Zamknij się! Nie udzieliłam Ci głosu, Granger.-wrzasnęła
wymachując pięścią.
-Katie, nie mamy czasu! Zastanów się nad tym, co
masz zamiar zrobić...-poganiała Perty.
-Spokojnie. Zastanawiam się, kogo mam najpierw
załatwić. Trudna decyzja...-wyszeptała i zaśmiała się głośno.
-Nie rozdzieli nas nikt! Szczególnie Ty.-odparł Draco przytulając
do siebie Hermionę, co bardzo zdenerwowało czarnowłosą.
-Dość tego cackania! Nienawidzę was! To już koniec waszej
durnej miłości! Ha Ha!-krzyczała. Po policzkach spłynęło jej
kilka gorzkich łez. Zacisła mocno rękę, w której spoczywała
różdżka. Nagle poczuła, jak ktoś szarpie ją od tyłu za rękaw.
-Nie rób tego, proszę. Jesteś obłąkana...-wyjąkała Perty ze
strachem w oczach.
-Zostaw mnie w spokoju, odczep się. Nie wtykaj nosa w
nieswoje sprawy!-zadrwiła wyśmiewając się z niej.
-Katie, dlaczego to robisz?!-spytała brązowowłosa
panikując. Wiedziała, że to już koniec...
-Ty dobrze wiesz! Nie będę Ci się tłumaczyć.
To właśnie Ty zginiesz na naszych oczach!
I nie jest mi z tego powodu przykro! Avada
Ke...!
-Avada Kedavra!-wykrzyknął ktoś i oba ciała upadły
w tym samym czasie na ziemię.
-Nie!!!!-krzyknęła ze łzami w oczach Hermiona.
Podbiegła do leżącej na ziemi dziewczyny, która
jeszcze żyła... Umierała... I bardzo cierpiała...
-Perty...-wyszeptała i zakryła twarz dłońmi. Malfoy
przyglądał się całemu zdarzeniu. Nie potrafił nic
powiedzieć. Był w szoku...
-Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego?!-pytała.
-Herm..ii.ono... Nie mogłam pozwolić, aby Katie was
zabiła... Czuję się taka słaba...-szeptała Perty.
-Nie umieraj, przyprowadzę pomoc!-krzyknęła.
-Nie... To już koniec. Już... już po wszystkim.-
po jej bladym policzku spłynęła łza. Krew z ust
zalała jej bluzkę. Uśmiechnęła się i zamknęła oczy.
I już ich nie otworzyła...
-Nie... To niemożliwe...!-krzyknęła i wybuchnęła płaczem.
Draco podszedł do dziewczyny i pociągnął za rękę, by nie
kuliła się więcej nad zwłokami. Przytulił ją mocno do siebie.
-Już nikt nas nie rozdzieli... Nikt...-wyszeptał głaszcząc ją
delikatnie po włosach.

***
Cała sprawa nazajutrz została wyjaśniona.
Draco z Hermioną zeznali wszystko z wczorajszego dnia.
Nie zostali ukarani. Objęto ich pomocą pani Pomfrey.
Podała im leki uspokajające. Brązowowłosa mimo tego nadal
cierpiała. Czuła się winna śmierci tych dwóch osób. Malfoy
wybijał jej to ciągle z głowy. Tłumaczył, że to przez Bell.
Przez trzy następne dni para nie widziała się w ogóle, gdyż
wszyscy uczniowie pilnie przygotowywali się do egzaminów
próbnych. W końcu znalezli chwilę czasu tylko dla siebie.
Umówili się przy jeziorze, obok starego dębu.
Dziewczyna czekała na Dracona. Wpatrywała się w krajobraz.
Nieoczekiwanie ktoś złapał ją od tyłu i zasłonił oczy.
Odrazu poznała, kim jest ta osoba. Odwróciła się i
uśmiechnęła. Jednak po chwili znów przyjęła smutny
wyraz twarzy. Wciąż nie mogła się otrząsnąć...
-Będzie dobrze, nie przejmuj się.-wyszeptał.
-Wierzę Ci, wiem to. Ale potrzebuję czasu, by dojść do
siebie. Cieszę się, że przy mnie jesteś. Nie sądziłam, że
w ogóle będziemy razem. A jednak...-odrzekła wtulając się
w niego. Blondyn westchnął. Nastała cisza.
-Ja też nie przypuszczałem, że to wszystko zajdzie aż tak
daleko. Ale nie żałuję.-odparł po chwili.
-Nie chcę Cie stracić! Nie rozumiem, dlaczego tak nie
akceptują tego, że jesteśmy razem...-powiedziała patrząc
mu w oczy. Pogładził ją po zimnym policzku.
-Nie stracisz mnie, ani ja Ciebie. Nikt nas nigdy nie
rozdzieli, rozumiesz?-po tych słowach pobladł.
-Co się stało? Draco?-spytała zdziwiona. Zapiekł go Mroczny
Znak. I to bardzo. Odsunął się od dziewczyny i podwinął
rękaw.
-Voldemort mnie wzywa. To coś ważnego. Wiem o co chodzi...
Nie chcę być już jego wspólnikiem. Zabije mnie za to...
-Co?! Dlaczego mi tego wcześniej nie powiedziałeś?!
-Nie chciałem Cię martwić...
-Musimy coś z tym zrobić! Chodź do Dumblendore'a!-krzyknęła
i szybkim krokiem szła w stronę Hogwartu.
-Poczekaj! Nie tak szybko...-dogonił ją i złapał za rękę.
Dotarli do gabinetu dyrektora i zapukali. Weszli do środka.
-Draco... Dobrze, że jesteś. Mam Ci do przekazania ważną
wiadomość. Ty i cał Hogwart jesteśmy w niebezpieczeństwie.-
rzekł zdenerwowany Albus podchodząc do nich.
-O co tu chodzi?! Czy mogę wiedzieć cokolwiek?!-krzyknęła
zdenerwowana Hermiona.
-Spokojnie, już wszystko tłumaczę. Voldemort odzyskał
siły i jest o wiele niebezpieczniejszy. Draco, złamałeś
przysięgę śmierciożerców. Nie posłuchałeś Sam-Wiesz-Kogo.
-Czego nie wykonałeś?-spytała brązowowłosa patrząc na chłopaka.
-Miałem się w Tobie odkochać, znienawidzić... Nie pozwoliłem
mu na to. Nie będzie decydował o moich sprawach!-szepnął.
-Hogwart... Uważam, że nasza Szkoła: ani nauczyciele, a tym
bardziej uczniowie nie dadzą sobie rady z Voldemorotem. Musisz
na siebie uważasz, Draco. To samo dotyczy Harry'ego Potter'a i...
i Ciebie Hermiono.-wyszeptał.
Brązowowłosa była przerażona. Nie mogła nic powiedzieć... Nic...

***
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Wybaczcie!

czwartek, 25.października.2007, 19:58


KRÓTKO I NA TEMAT !
Wybaczcie, że nie napisałam od długiego czasu żadnego rozdziału, ale wiadomo-miałam powód. Oczywiście jest nim szkoła. Mam dużo na głowie, miałam trochę czasu wolnego, ale nie miałam ochoty nic wymyślać. Może w ten weekend coś tutaj się nowego pojawi. A nawet napewno. Dziękuje za komentarze, jesteście kochani. Tak czy inaczej opowiadanie dalej istnieje i będzie prowadzone! I tyle.

Liliann. ;*

PS. Często tutaj zaglądam, by poczytać komentarze. Nawet gdy nie jestem zalogowana ^^
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział XXVII. - ''Razem, a jednak osobno.''

środa, 29.sierpnia.2007, 15:50

Zostałam oceniona na fruit-tea.mylog.pl
Opowiadanie otrzymało ocenę celującą! (6)


Zostałam oceniona na slodko-gorzkie-ocenki.klub.mylog.pl
Opowiadanie otrzymało ocenę celującą z plusem (6+).


NIE POWIADAMIAM O NOWYCH ROZDZIAŁACH!
WYBACZCIE! POWÓD? BRAK CZASU...

***

Rozdział XXVII. - ''Razem, a jednak osobno.''

Nadeszła pora na kolację. Brązowowłosa
nie miała apetytu. Nikt jej nie zaprosił na jutrzejszy
bal. Nie przejęła się tym. Myślała tylko o pewnym
chłopaku. Nie rozumiała, dlaczego tamtego dnia
zobaczyła go z Katie Bell. Przeklnęła samą siebie
za to, że tego nie dopilnowała. Żałowała...
Spostrzegła, że chłopaka nie ma na Wielkiej Sali.
Pobiegła do swojego dormitorium i wyjęła kartkę
papieru. Złapała do ręki pióro i zaczęła pisać.

'' Draco, proszę przyjdź do ogrodu.
Najlepiej jak będziesz sam. Wiem, co o tym
myślisz. Przewiduję jaka będzie Twoja odpowiedź.
Ale ja będę czekać przy jeziorze, obok dębu.
Hermiona. ''


Podała list sowie i otworzyła okno.
Ptak znikł właścicielce z oczu.
Dziewczyna zajrzała do pokoju
chłopców. Nikogo w nim jednak nie było.
Opuściła dormitorium i wyszła ze Szkoły.

***
Czarna sowa przeleciała nad głową Ślizgona.
Usiadła na schodach, obok niego. Chłopak
wziął list i wyszedł z lochów, gdzie spędził dużo
czasu rozmyślając. Przeczytał to, co napisała mu
dziewczyna. Bez namysłu postanowił porozmawiać
z nią. Wiedział, że nie może, ale to było silniejsze
od niego samego...

***
Nie czekała długo. Spostrzegła go zbliżającego
się ku niej. Wstała i podeszła do niego.
-Draco, powiedz mi, co się dzieje?! Dlaczego tak
się zachowujesz? Chcę wiedzieć!-nerwy jej puściły.
-Spokojnie...-wyszeptał obojętnym głosem.
-Więc...?-spytała po krótkiej chwili milczenia.
-Wytłumaczyłbym Ci to wszystko, ale nie mogę.
Czarny Pan zakazał mi się z Tobą spotykać...
W przeciwnym razie mnie zabije. Nie wiem nawet,
po co on się wtrąca w moje sprawy osobiste?! A...
Z Katie Bell nic mnie nie łączy. Ona mnie kocha,
a ja jej nie. Chciałem o Tobie zapomnieć... Ale i
tak nie mogę! Kocham Cię tak samo mocno, jak
dawniej...-powiedział. Brązowowłosa milczała.
Ślizgon nie wytrzymał. Przyciągnął ją do siebie
i objął w pasie.
-Przecież nie możesz... Nie rób tego.-wykrztusiła.
Jednak mimo jej ostrzeżeń, chłopak zatopił wargi w
jej ciepłych ustach. Tak mu tego brakowało...

***
-O nie! Katie! Chodź tu szybko!-zawołała Perty.
Po chwili czarnowłosa dziewczyna znalazła się obok
niej. Ta kazała spojrzeć koleżance przez okno.
-Co za wredna... z..z...zdzira!-krzyknęła Bell
uderzając pięścią w parapet widząc Draco z
Hermioną.-On i ona...Razem?! Nie!
-Uspokój się! Przecież mamy zemstę...
-Ach tak! Perty! Jesteś cudowna! Zróbmy
to teraz! Dobrze? Musimy!-odparła i razem
z nią opuściły szkolną łazienkę. Jęcząca Marta
wyłoniła się zza jednej z kabin i powiedziała sama
do siebie kilka słów...
-Wredne dziewczyny! Nie pozwolę, aby Hermionie
coś się stało. Muszę ją jakoś ostrzec... Wiem o tym
ich całym planie... Okropne... Ale przecież
nie mogę opuszczać tego miejsca...

***
Brązowowłosa oderwała się od blondyna.
-Nie możemy... Przecież wiesz...-wyszeptała.
-Mylisz się. Czarny Pan nie będzie decydował
o tym, z kim się spotykam i co robię. Ale...
Jest jeszcze coś, o czym nie wiesz, Hermiono.
Ale niech to zostanie między nami.-powiedział.
-Dobrze. Ale co?-spytała niepewnie. Ślizgon
podwinął rękaw od bluzy pokazując dziewczynie
coś, co ją przestraszyło.
-To...-wyjąkała i zamilkła.
-Mroczny Znak.-odparł zakrywająć rękę.
-A więc... Nie, to niemożliwe...-szepnęła.
-A jednak prawda. Jestem śmierciożercą.
-Nie... Proszę! Draco, ale... Nie mogę w to
uwierzyć... - po tych słowach wybuchnęła
płaczem. Malfoy przytulił ją mocno do siebie.

***
Grupka Ślizgonek zbliżała się szybkim krokiem
w stronę ogrodu. Jedna z nich ciągle zaciskała
pięść z zazdrości. Dotarły na miejsce.
-Draco, Hermiono. Miło was widzieć.-powiedziała
z ironią Katie celując w nich różdżką.
-Co Ty tu robisz, Bell?!-wykrztusiła brązowowłosa.
-Jestem. Czyż to nie cudowne, że mój chłopak
mizdrzy się z jakomś zdzirą?! -krzyknęła.
-Zamknij się!-rzuciła Hermiona wyciagając
swoją różdżkę.
-A plan...-wyjąkała Perty.
-Nie będzie żadnego! Mam inny pomysł!
Och, jakie to wzruszające, para zakochanych
ginie zaklęciem Avada Kedavra na oczach
kilku Ślizgonek.-wyszeptała podchodząc do nich.

***
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział XXVI. - ''Paplanina''

poniedziałek, 20.sierpnia.2007, 14:05


Od tej pory rozdziały będą dłuższe niż zwykle.!
Powód? Czytelnicy narzekają, że były za krótkie... xD

Polecam !
www.Smierciozerczyni.mylog.pl

***
There's a song that's inside of my soul
It's the one that I've tried to write over and over again
I'm awake and in the infinite cold
But you sing to me over and over and over again...


Brązowowłosa wciąż nie mogła uwierzyć,
co wyrabia od kilku dni. Nie dość, że
oszukuje swojego najlepszego przyjaciela,
to na dodatek pokazała Draconowi, że go nigdy nie kochała.
Każdego dnia chodziła zmartwiona, unikając Harry'ego.
On jednak mimo tego wszystkiego nadal przy niej był i ją wspierał.
Tego dnia nie wytrzymała i postanowiła powiedzieć mu całą
i szczerą prawdę. Musiała to zrobić. To było silniejsze od niej samej.
-Wybacz, nie mogę!-wyszeptała wyrywając się z jego objęcia.
-Co się dzieje? Dlaczego?-spytał i niepewnym krokiem
zbliżył się do niej. Milczała dłuższą chwilę. Zacisnęła pięść
i odwróciła się w jego stronę... Spojrzała w jego oczy.
-Bo...ja...Harry! Ja Cie nie kocham! Ciągle jest ktoś inny!
I z nim mnie coś łączyło! To... Draco! Draco Malfoy!-wykrztusiła
z siebie. W końcu jej ulżyło i nie mogła uwierzyć w to, że
udało jej się. Chłopak opuścił pokój wspólny kopiąc w
najbliższą szafkę, aż wazon zbił się. Już go nie było.
Wyszedł bardzo zdenerwowany. A ona miała wielkie
wyrzuty sumienia... I co jej to dało? Nie dość, że
straciła Harry'ego, to i tak nie będzie z Draco...
Co ona sobie myślała?! Że jeśli powie mu prawdę,
to jej ukochany przybiegnie do niej i z nią znowu będzie?
Westchnęła. Skuliła się na fotelu i wpatrywała się w iskry
z kominka. Nie wiedziała, czy ma się cieszyć, czy płakać.
Mimo tego wszystkiego po jej bladym policzku spłynęła
jedna łza... Czuła się podle. Zadała sobie tylko jedno
pytanie... Dlaczego ten rok jest dla niej taki trudny?
Same nieszczęścia, ból, cierpienie... Wstała i poszła
do swojego pokoju. Wzięła kartkę papieru i pióro. Zaczęła pisać...

'' Dlaczego mi to robisz?
Czy ... w czymś zawiniłam? Powiedz...
Zerwałam z Harry'm. Ale i tak nic do
niego nie czułam. Nie kochałam go...
Zrobiłam Ci na złość, bo Ty masz tą
Katie Bell. Nie rozumiem jak to się stało?
Proszę, spotkaj się ze mną, porozmawiajmy.
Draco! Przecież wiesz, że Cie kocham!
Proszę... Odpisz chociaż na ten list...
Hermiona G. ''


Podała kopertę sowie, która odleciała do adresata. Odpowiedzi
jednak dotąd nie dostała. Po kilku minutach ptak wrócił.
Hermiona wzięła list i otworzyła. Zaczęła uważnie czytać.

''To nie Twoja wina. Nie mogę Ci
tego powiedzieć, dlaczego to wszystko
tak się potoczyło. Jednak najlepiej będzie
dla nas, jak zrobimy sobie długą przerwę.
Nie mam ochoty się z Tobą widywać...
Muszę o Tobie zapomnieć, więc dlatego
u moim boku widziałaś Bell. Powiem Ci
jedynie, że zamieszany jest w to Voldemort.
Zrób coś dla mnie-nie wtykaj nosa w nieswoje
sprawy i nie próbuj dowiadywać się o co konkretnie
chodzi. To tyle. Nie odpiszę więcej na nic.
Draco. ''


Dziewczyna zdziwiła się. Co do tego ma Voldemort?
Chciała się dowiedzieć, ale nie mogła. Musi mu tobiecać.
Odpisała mu ostatni raz, po czym wyszła z dormitorium.

''Obiecuję Ci to. Nie będę się wtrącać.
Jak sobie chcesz... Rozumiem wszystko.
Jakoś sobie poradzę sama.
Hermiona. ''


***
Kilka dni później wszyscy przygotowywali się do
balu sylwestrowego, który miał odbyć się nazajutrz.
Większość osób już znalazło partnerów i partnerki.
Jednak brązowowłosa nie została jeszcze zaproszona.
Wiedziała jedynie, że Draco idzie z Katie, Harry z Ginny,
Nicol z Nevill'em... A ona sama... Tego dnia siedziała
w pokoju rozmyślając nad wszystkim, co dotąd jej się
przydarzyło. Musiała teraz wszystko podsumować...
Odetchnęła wiedząc, że dziś o północy ten cały koszmar
się skończy i rozpocznie się zupełnie coś innego.
Miała nadzieję, żeby nadchodzący rok przyniesie w
jej życiu wiele radości, szczęścia... Nie wierzyła, że
ktoś zdąrzy przed jutrzejszym balem ją zaprosić.
Wyszła z pokoju zderzając się przypadkowo z
jakomś Ślizgonką. To była... Bell.
-Uważaj jak chodzisz. Co, zazdrość Cię ściska, bo
Draco mnie woli? Och, on zwraca uwagę na prawdziwe
dziewczyny, a nie. Och, dobrze o tym wiesz i...-paplała.
Hermiona miała dość tej jej całej gadaniny.
-JĘZLEP!*-krzyknęła wymachując przed nią różdżką.
Postanowiła jeszcze uciszyć jej jęki i wycie.
-SILENCIO!*-wypowiedziała i zaśmiała się.-Myślisz,
że mnie to interesuje? Pff! Idź się lecz i nie podniecaj
się tak tym, że z nim chodzisz. Kto wie, może niedługo
znajdzie sobie inną na Twoje miejsce.-dokończyła i
wyszła z dormitorium ciągle śmiejąc się pod nosem.

***
W tym samym czasie bezradna Katie próbowała
uwolnić się z dwóch rzuconych na nią zaklęć.
Myślała tylko o jednym, o przygotowanej przez
nią zemście. Planowała zrobić to już dawno, ale
z czasem zaczęła rezygnować. Teraz wiedziała, że
to dobry pomysł. Odczarowała się i znów mogła mówić.
Pobiegła po swoje koleżanki, na które natknęła się
w Zakazanej Toalecie, gdzie dręczyły Jęczącą Martę.
-Chodźcie, natychmiast! Jesteście mi potrzebne!
Posłusznie podeszła do niej grupka trzech dziewczyn.
-Pamiętacie mój dawny plan na Granger? Tak? To teraz
słuchajcie, wykorzystamy go jeszcze dziś...! Ale musi być
zupełnie sama, by nikt nas nie nakrył...-tłumaczyła.
-A może upokorzymy ją przy wszystkich?-zaproponowała
jakaś blondyna.-Będzie jeszcze zabawniej, hę?
-Świetny pomysł, Perty.-odparła Katie uśmiechając się.

***
Brązowowłosa siedziała w bibliotece obok Nicol.
Czytały identyczne podręczniki. Szykowały się do
dzisiejszego egzaminu, który miał podsumować
ich cały rok nauki. Skupione analizowały rozdziały i definicje.
-Czuje się przygotowana,a Ty?-spytała Hermiona.
-Ja też. Chodźmy na obiad.-odpowiedziała druga
wstając od stołu. Razem wybrały się do Wielkiej
Sali, gdzie najadły się do syta, po czym obie poszły
odwiedzić Hagrida, który zaprosił je na ciasto.

***
JĘZLEP - zlepia język z podniebieniem ofiary.
SILENCIO - zaklęcie uciszające, które odbiera
głos temu, na kogo zostało rzucone.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział XXV. ''Kocham Harry'ego!''

środa, 15.sierpnia.2007, 18:56



***
Ślizgon nie wytrzymywał. Chciał uderzyć nauczyciela.
-Czarny Pan nie życzy sobie, abyś zadawał
się z tą szlamą.-wyszeptał starszy człowiek
przyglądając się uczniowi. Byli w jego gabinecie.
Rozmawiali nie na temat kolejnej lekcji Obrony
Przed Czarną Magią. Dotyczyło to czegoś, o
czym wiedzieli tylko Śmierciożercy.
-Co on ma do tego z kim się zadaje.-parsknął.
-Jak śmiesz!-Snape walnął pięścią o stół.-Nie kpij
z Niego. Jeśli mówi, że masz tak zrobić, to
słuchasz go i wykonujesz każde jego polecenie,
zrozumiałeś? Draco! Śmierciożercy nie zadają się
z takimi, co też dotyczy tej Granger.
Milczał. Nie wiedział, co ma powiedzieć.
Skoro brązowowłosa nie chciała go widzieć,
nie układało się między nimi chociaż ją
kocha dalej, zrobi to. Chce tego...
-Niech Wam będzie.-wyszeptał wstając.
Chciał już wyjść, lecz usłyszał jeszcze coś
gorszego za plecami.
-Jeśli nie posłuchasz tego, co Ci przekazałem,
Czarny Pan nakazał mi Ciebie zabić za
nieposłuszeństwo.-zaśmiał się.
Chłopak opuścił pomieszczenie
trzaskając za sobą drzwiami.

***
Miała wielkie wyrzuty sumienia...
Wciąż nie mogła uwierzyć jak podle
potraktowała swojego ukochanego.
Chciała go jak najszybciej przeprosić.
Nie wiedziała tylko od czego ma
zacząć. Westchnęła. Siedząc
na parapecie wpatrywała się
w okno, za którym widniało
kilka drzew zasypanych śniegiem.
Po głowie kłębiła jej się masa pytań,
a w szczególności jedno- Dlaczego
Gregory jej pomógł, a jego brat to ukrywał?
Wstała i opuściła dormitorium. Chciała znaleźć
Dracona. Nigdzie go nie było. Nawet w pokoju
chłopców. Spytała pierwszą lepszą osobę.
-Co? TY go szukasz? Chyba śnisz. I tak nie
będzie chciał Cię widzieć. Jest ze swoją dziewczyną.
-Co? Słucham? Jak to...Nie kłam mnie!
-Nie wierzysz? Idź do ogrodu, to się przekonasz.
Nie mam czasu. Wybacz... Narazie.
Hermiona wybiegła ze szkoły. I faktycznie,
na jednej z ławek siedział ON i... Katie Bell.
Gdy tylko ją zauważył, pocałował czarnowłosą.
Wstali łapiąc się za ręce i poszli w stronę jeziora.
-Nie, to przecież niemożliwe...-myślała Hermi.
Szykowała zemstę. Nie chciała tego tak zostawić.
-Niech on też czuje się zazdrosny!-wyszeptała.
Wróciła do pokoju i wyjęła kartkę i zaczęła pisać.

''Harry, proszę przyjedź do Hogwartu, z Ronem.
Tak bardzo się za wami stęskniłam. Czekam.
Hermiona. ''


Podała kopertę sowie, która po chwili odleciała.
Po kilku minutach wróciła z odpowiedzią. Dziewczyna
otworzyła pergamin i zaczęła czytać.

''Świetnie się składa, bo my już jesteśmy
w pociągu i za jakomś godzinę będziemy na
miejscu. Spotkamy się w pokoju wspólnym.
Z pozdrowieniami, Harry. ''


Na jej bladej twarzy pojawił się uśmiech.
Nie mogła się już doczekać ich powrotu...

***
-I znowu o niej myślisz.-parsknęła Katie
przygladając się swojemu chłopakowi.
-Wcale nie!-skłamał... Tak bardzo kochał
brązowowłosą, ale nie mógł z nią przebywać.
Nie chciał umrzeć. Życzył to Voldemort'owi.
Miał dość tego całego Czarnego Pana. Nie
chciał już być śmierciożercą. Chciał się tego
wyrzec. Jak najszybciej. Bo... chciał być z
jedyną osobą, na której mu zależy...
Z Hermioną... Westchnął i objął Bell w
pasie uśmiechając się.-No nie bądź już
taka zazdrosna, dobrze? No.
Ich wargi spotkały się w namiętnym
pocałunku, co ją zachwyciło. Była w
siódmym niebie. Od dawna o tym marzyła.

***
Trójka przyjaciół siedziała w jednej kabinie.
-Harry? Ej, Harry? Halo?!-Ginny uderzyła go lekko
w ramię, gdy ten myślał o niebieskich migdałach.
-Co?-ocknął się.-Ała, to bolało... Co się dzieje?
-Zaraz będziemy. O czym Ty tak myślałeś?
-A tak sobie... O niczym.-wyszeptał.
Chciał zobaczyć się z Hermioną. Zdziwił się
jej listem. Po chwili pociąg zatrzymał się.
Wszyscy uczniowie opuścili swoje wagony.
Ron z siostrą u kumplem poszli do
dormitorium. Rozpakowali swoje rzeczy.
Rodzeństwo zeszło na obiad. Harry został
i czekał na brązowowłosą, która po jakimś
czasie się pojawiła uśmiechając się na jego
widok. Przytulili się. Zaproponowała przejść
się do ogrodu. Miała dobry plan...

***
Jego uwagę przyciągnęła Granger z Potter'em.
Szli obok siebie śmiejąc się i rozmawiajac.
Usiedli na ławce przyglądając się sobie.
Po chwili Hermiona przyciągnęła go do
siebie. Spojrzała mu w oczy i pocałowała.
-A to za co?-wyszeptał zdziwiony.
-Ciii...cho. Nic nie mów.-odparła.
Po chwili ich wargi znowu się spotkały.
Tym razem na dłużej. Ślizgon nie wytrzymał.
Oderwał się od Katie i ruszył wściekły w ich
stronę. Rzucił im złe spojrzenie, po czym
rzucił się na Harry'ego. Zaczeli się bić.
Brązowowłosa z Katie oddzielili ich od siebie.
-Co Cie napadło, Malfoy?!-krzyknęła i pomogła
wstać przyjacielowi.-Zdurniałeś, czy co?!
On nie odpowiedział. Przyjrzał jej się tajemniczo.
-Dlaczego to zrobiłaś?-spytał po chwili.
-Bo... nie Twoja sprawa. Co Cię to obchodzi?!
Nie wtrącaj się! Kocham Harry'ego, i co? Masz
coś do tego? Spadaj i odczep się od nas.
Wzięła pod ramie rannego i odeszła.
Ślizgon był w szoku. To, co usłyszał wcale
nie było powodem do śmiechu. Teraz już
wiedział, że Granger go nie kochała.
Czuł się głupio. -Jaki ja nawiny...-pomyślał.

***
Poszła z nim do skrzydła szpitalnego, gdzie
pani Pomfrey opatrzyła jego krwawiący nos.
Wracając z nim do dormitorium, długo myślała
nad tym, co nagadała Draconowi. Przecież nie
kochała Harry'ego, ale to samo padło z jej ust.
Szli przed siebie milcząc. Po chwili przyciągnął
ją do ściany i pocałował.
-Czemu nie powiedziałaś, że mnie kochasz?
-Och. Ukrywałam to, bo bałam się Twojej reakcji.
Ale teraz już wiesz...
-Wiesz...Ja też Cie kocham... Dotąd byłaś dla mnie
tylko przyjaciółką, ale nagle coś zmieniło moje stosunki
do Ciebie.-wyszeptał i uśmiechnął się.
-Rozumiem. Wracajmy do dormitorium.-wyszeptała.
Wcale nie była tym zadowolona. Jak mogła oszukiwać
jego i Malfoy'a. Ale akurat Harry na to nie zasłużył...
Wrócili trzymając się za ręce...

***
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział XXIV. ''Kim ON był?''

niedziela, 12.sierpnia.2007, 20:17


O...Nie, nie... Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie! xD
Czytajcie nowy dział ''BOHATEROWIE'' .
Udoskonaliłam go, dodałam nowe fotki i opisy! ;)


***
Wigilia. Dla wszystkich był to najcudowniejszy czas w roku.
Nie dla niego. Szukał pomocy. Bezskutecznie. Nie poddał
się mimo wszystkiego. Chciał ją uratować...Musiał !
Przez te dwa dni Świąt nie odpoczywał. Był poza
Hogwartem w poszukiwaniu pomocy dla ukochanej.
W końcu znalazł pomocną dłoń. Istnieje możliwość,
że brązowowłosa ma szansę, aby przeżyć. Czyżby?

***
Nie czuła magii Świąt. Nie była więc zadowolona.
Miała je spędzić szczęśliwie u boku ukochanego.
Nie było takiej możliwości. Leżała nadal w skrzydle
szpitalnym. Wiedziała, że nie da rady tego wytrwać.
Pogodziła się ze śmiercią już dawno. W końcu
chorowała potajemnie już drugi rok... Nagle drzwi
uchyliły się. Stała w nich drobna, smukła postać.
-Witaj Hermiono.-przemówiła zbliżając się ku niej.
-Kim Pan jest?-spytała niepewnie przyglądając się
mężczyźnie. Był chudy, o brązowych włosach i
pięknych niebieskich oczach. Usiadł obok niej.
-Nazywam się Gregory. Jestem tu w Twojej
sprawie. Szukasz dawcy, tak? No więc to ja
nim będę.-powiedział cicho uśmiechając się.
Brązowowłosa była w szoku. Taki młody, a chce
umrzeć, by ją uratować? O nie, nigdy w życiu...
-Ale dlaczego...?-zapytała czekając na odpowiedź.
-Nie powinno Cię to obchodzić. Ciekawość jest
pierwszym krokiem do piekła, moja droga.
Po tych słowach zamilkła ja dłuższą chwilę.
-Jak się tutaj znalazłeś? Draco Cię tutaj przysłał?
-Owszem. Hm. Spostrzegawcza jesteś.-rzekł.
-To kiedy ma się odbyć...-chciała się dowiedzieć,
lecz ten jej szybko przerwał, tak jakby miał na jej
każde pytanie przygotowane wcześniej odpowiedzi.
-Jak najszybciej. Jutro. Nie obawiaj się tego.
-Ah, rozumiem. A gdzie jest...
-Draco? W Hogwarcie. Przybył tu razem ze mną.
Ale chciałem chwilę z Tobą porozmawiać, tak na
osobności. W cztery oczy.-w tym momencie dłużej
spojrzał na nią. Hermiona zdenerwowana tym
odwróciła wzrok w zupełnie inną stronę...
-Na mnie już pora. Do zobaczenia.-wyszeptał.
Wstał i kierował się do drzwi wyjściowych. Przy nich
odwrócił się, by spojrzeć na dziewczynę. Uśmiechnął
się tajemniczo i już go nie było. Westchnęła.

***
Obudziła się następnego dnia z wielkim bólem
brzucha. Z trudem łapała oddech. Odkryła z siebie
kołdrę i spojrzała na podbrzusze. Na jego widok myślała,
że zemdleje. Było sine, spuchnięte i co gorsza okropne.
Po chwili krzyknęła, aż pani Pomfrey błyskawicznie zjawiła
się przy jej łóżku przerażona jej krzykiem.
-Co to jest?!-wrzasnęła przeraźliwie.
-Oh, kochanie. Nic takiego. Odpoczywaj. Już jesteś po
tym przeszczepie. Musisz odzyskać siły. Niewiadomo, czy
Twój organizm zaakceptuje nowy szpik.-tłumaczyła.
-Ale dlaczego to nie on jest taki jak ten brzuch?!
-Komplikacje przy operacji. A teraz odpocznij.-szepła
wychodząc z pomieszczenia. Brązowowłosa na myśl o tym,
że w jej ciele jest część innego człowieka, miała ochotę
zwymiotować. -Brzydzi mnie to... -myślała.

***
Święta minęły. Zbliżał się Nowy Rok...
Hermiona mogła już opuścić skrzydło szpitalne.
Miała problemy z poruszaniem się. Każdy krok
sprawiał jej potworny ból, z którym nie dawała sobie
rady. Wolała już umrzeć, niż to wszystko przechodzić.
Dotarła do dormitorium, gdzie czekał na nią Draco.
Na jej widok zerwał się z kanapy i delikatnie przytulił
ją do siebie. Pocałowali się. Usiedli przy kominku.
-Kim on był?-zapytała po jakimś czasie.
-Kto?-zdziwiony spojrzał na nią.
-Ten...Gregory.-wyszeptała. Z twarzy Ślizgona
znikł uśmiechł. Chwilę milczał, w końcu odpowiedział.
-Nie mogę Ci tego powiedzieć.
-Dlaczego? Chcę wiedzieć! Powiedz mi!
-Nie...

***
Przez kilka następnych dni grudnia, Hermiona
szukała samotnie w tajemnicy informacji na temat
tajemniczego mężczyzny. Przeszukała większość
książek w bibliotece. Wpadła na inny pomysł...
Stare Proroki Codzienne i Wieczorne! Tak...
Jeden po drugim analizowała każdy wątek.
Nic. Kolejny. Pusto. Jeszcze inny. Brak.
Zdenerwowała się, ale nie dała za wygraną.
W końcu spostrzegła na jednej ze stron starą
fotografię przypominającą tego człowieka.
Zaczęła czytać zawarty pod nią wątek...

GREGORY NASZYM KRÓLEM !
I znowu wygrał kolejny mecz!
Jesteśmy dumni z tego Ślizgona.
Szesnastoletni szukający,
jest świetnym graczem !
Miejmy nadzieję, że przyniesie
drużynie jeszcze kilka zwycięstw!
Trzymamy za niego kciuki !!!!
Gregory Malfoy niestety niedługo
kończy naukę w Hogwarcie. ''


-Co?! MALFOY?! -krzyknęła.-Nie!! To przecież
jakiś absurd. Niemożliwe. Czyżby on był...
bratem Dracona? To znaczy,że... to przez
moją chorobę Gregory musiał oddać życie?!
Jak mogłeś mi tego nie powiedzieć wcześniej,
Draco! Nie zgodziłabym się na to!!-po jej bladym
policzku spłynęła struga łez. Długo jeszcze nie
mogła dojść do siebie po tym, jak odkryła
tą szokującą dla niej informację... Wybiegła
z biblioteki zabierając ze sobą gazetę...

***
Draco siedział na schodach w lochach.
Myślał. Przeszkodziła mu w tym brązowowłosa.
-Co się stało? Dlaczego płaczesz?-zapytał.
-Był Twoim bratem!-krzyknęła pokazując mu
zdjęcie.-A Ty na to pozwoliłeś! Żeby umarł, tak?!
-Pozwól, że Ci wyjaśnię...
-Nie. Gdybym o tym wcześniej wiedziała, wolałabym
umrzeć. To on powinien żyć, a nie ja! On!!
-Hermiono...
-Nie, Draco! Masz mi powiedzieć! Dlaczego?!
-Chcieliśmy Cię ratować. On chciał pomóc...
-Równie dobrze by było, jakbym... jakbym zdechła!
Nie miałbyś już mnie! I byłby spokój!-krzyknęła
i z płaczem uciekła. Ślizgon był w szoku, po tym
jak wypowiedziała to wszystko. Zrozumiał, że nie
jest jej potrzebny. Na to wskazywało...

***

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział XXIII.

czwartek, 9.sierpnia.2007, 10:11


UWAGA! Zmieniam akcję w opowiadaniu.
Wszystko toczy się na szóstym roku!
Tzn. że bohaterowie mają po 16-17 lat...


***
Przez kilka następnych dni brązowowłosa pilnie
się uczyła do egzaminu latania na miotle...
Wciąż wspominała okropny wypadek na zajęciach.
Nadal nie czuła się zbyt dobrze... Przeciwnie...
Leżała w łóżku i czytała temat z podręcznika.
Za chwilę drugie śniadanie. Nie była głodna...
Pani Pomfrey nie znała przyczyny jej omdleń.
Uważała, że być może dolega jej coś,
o czym nigdy w świecie czarodziejstwa nie słyszano,
ale u mugoli-owszem. Była tak bezradna...
Hermiona wierzyła, że w końcu to minie i będzie tak
jak dawniej. Te jej dziwne zachowania gnębiły ją jakiś
rok, więc jakoś się do tego przyzwyczajała. Codziennie
było jej słabo, jej cera była tak blada, że nieładnie to
wyglądało. Czasem miała ochotę zwymiotować, ale
umiała temu zapobiec. Postanowiła o tym nie myśleć.
Zbliżały się Święta. Cieszyła się, że spędzi je w Hogwarcie
razem z Draco. Odetchnęła z ulgą na myśl, że Harry i
wszyscy Weasley'owie będą w tym czasie u nich, w domu.

***
Tymczasem w zapomnianej łazience dziewcząt
(zamieszkałej przez ducha Jęczącej Marty) dwie
Ślizgonki knuły pewną zemstę na Hermionie.
-O! Świetny pomysł!-powiedziała jedna z nich.
-Nie. To zbyt łagodne. Coś innego.-zaproponowała
druga czesząc swoje kruczo-czarne włosy.-Posłuchaj!
Szeptały cicho, by nikt ich nie usłyszał. Aż wreszcie
wymyśliły podły plan, który miały zamiar wypróbować.

***
Kiedy wszyscy uczniowie zebrali się na drugim
śniadaniu, dyrektor postanowił coś ogłosić.
-Kochani, jak wiecie zbliżają się Święta. Z tej okazji
w Hogwarcie zorganizujemy wycieczkę do pobliskiego
miasteczka. Wybierzemy się tam specialnymi bryczkami
konnymi. A więc Ci, którzy tu zostaną mają okazję
pozwiedzać kilka miejsc. A teraz smacznego!
Na Sali chwilę panował zachwyt i głośne rozmowy.
-Kurcze! Nas to ominie!-powiedział Ron.
-No... A szkoda.-odparł Harry zajadając bagietkę.
-A ja za to będę miała okazję przekonać się, jakie jest
to miasteczko. Haa!-chwaliła się Hermiona, chociaż widać
było, że wcale się z tego powodu nie cieszy. Po jakiś kilku
minutach Ginny obserwowała ją uważnie, po czym dodała:
-Czy w końcu weźmiesz się za jedzenie?
-Jadłam...w dormitorium.-wymyśliła na poczekaniu.
-Nie kłam. Musisz coś zjeść.-wyszeptała zezłoszczona.
-Ale ja naprawdę nie jestem głodna!-krzyknęła.
-Cii...cho. Spróbuj przynajmniej ciepłej zupy.
-Na śniadanie? Nie wiem. Jaka jest?-spytała.
Rudowłosa za jednym machnięciem różdzki przywołała
wielką wazę, która stanęła na przeciw jej na stole.
-Mhmm... Ogórkowa. Masz!-powiedziała nalewając
pełną miskę i wciskając pod sam nos koleżance.

***
Do Wigilii Bożego Narodzenia zostały trzy dni.
Większość uczniów już wyjechała. Zresztą wciąż
ich ilość w szkole się zmniejszała. I tego właśnie
dnia wyjeżdżali: Ron, Harry i Ginny. Trwało długie
pożegnanie z brązowowłosą ...i nie tylko.
-Trzymaj się! Do zobaczenia za tydzień!-powiedział
z uśmiechem Ron całując ją w policzek. Ona zrobiła
to samo. Potem podeszła do jego siostry...
-Oh, kochana. Szkoda, że nie chciałaś jechać z nami.
Ale... życzę Ci wesołych świąt! Oh!-rzuciła się jej w ramiona
i rozpłakała się.-W końcu to tylko kilka dni, nie?
Został Harry. Stał samotnie przy dzwiach wyjściowych z
dormitorium. Podeszła do niego. Opuścili pokój wspólny.
-Będę tęsknić.-wyszeptał zawstydzając się.
-Oj, zobaczymy się niedługo.-odparła z uśmiechem.
-No tak... Ale myślałem, że Święta spędzimy razem.
-Ale postanowiłam spędzić je w Szkole.-rzekła.
-Harry! Chodź już!-krzyczała Ginny ciągnąc bagaże.
-Oh, no tak. Tak więc Wesołych Świąt i...-myślał.
-Dzięki!-szybko powiedziała i przytuliła go.
Nagle poczuła, że Harry ją pocałował. Ale nie tak
zwyczajnie. Poszedł. A ona stała tak dalej...

***
-Jutro Wigilia...-myślała brązowowłosa leżąc w łóżku.
Była szósta rano. Przez całą noc nie mogła zasnąć.
Fatalnie się czuła. Miała gorączkę. Jakoś wytrwała.
Wstała i wskoczyła pod zimny prysznic. Ulżyło jej.
Wyszła w szlafroku do pokoju wspólnego, gdzie siedziała
Nicol. Porozmawiały chwilę, po czym poszły się przebrać.
Hermiona wysuszyła swoje włosy i siedziała przy kominku.
Brakowało jej Rona...Ginny...i...Harry'ego. Przypomniała
sobie o tym, co wydarzyło się podczas pożegnania.
-Idziesz?-usłyszała za plecami. Odwróciła się. To była
Melania. Pytała o śniadanie. Wstała i wyszła za nią.
W Slytherinie z dziewczyn szóstego roku została tylko ona,
Nicol, Melania i...Katie. Inne powyjeżdżały dawno do domów.

***
Po południu chciała spotkać się z Draco.
Mieli spotkać się w ogrodzie, ale było zbyt zimno.
Umówili się w lochach, tam ich nikt nie zobaczy.
Spędzili ze sobą kilka godzin. Siedzieli na schodach
przytuleni do siebie. Wiele razy denerwował ich
Krwawy Baron, który przelatywał obok nich i podlądywał.
W końcu przestali zwracać na niego uwagę, i z tego powodu
duch już się nie pojawił, co ich bardzo ucieszyło...
Brązowowłosa wstała na chwilę i rozejrzała się. Nagle straciła
przytomność. W ostatniej chwili złapał ją Draco.
-Hermiono, co Ci jest? Hermiono?!-pytał bezradnie.
Nie pozostało nic innego jak zaprowadzić ją do skrzydła.

***
Obudziła się w łóżku szpitalnym.
Otoczona była Draconem i Panią Pomfrey.
-Kochana, już wiem co Ci jest.-powiedziała cicho.
-Tak...-wyszeptała brązowowłosa patrząc na nią.
-Tak jak myślałam, to choroba mugolska...-rzekła.
-Jaka? Czy to poważne?-spytał Draco.
-Niestety... I to bardzo... Ty o tym wiedziałaś, prawda?
Dlaczego się nie leczyłaś? Kochana, czy Ty wiesz na co
się naraziłaś?-wypytywała zdenerwowana.
-Wiedziałam o tym tylko ja. Jestem w pełni świadoma tego,
co się ze mną stanie. Oh...-mówiła. Była tak słaba...
-Co jej jest?!-wykrzyknął spoglądając na wykończoną dziewczynę.
-Jest chora na... Bardzo mi przykro... To...-próbowała powiedzieć
pani Pomfrey, ale Hermiona jej przerwała.
-Draco, mam ostrą białaczkę szpikową. Ja...umrę...
Nie był w stanie wymówić ani jednego słowa. Był w szoku.
Po jego policzku spłynęło kilka łeż.
-Nie...błagam...-mówił...-Proszę, powiedz,że to żart.
-W ostrych białaczkach szpikowych zawsze ostatecznym
etapem leczenia jest dokonanie allogenicznego lub
autologicznego przeszczepu szpiku. Jeśli znajdzie się
dawca, Hermiona będzie żyć. A jeśli nie...-westchnęła i
zostawiła ich samych. Opuściła pomieszczenie.
-A miałem tyle planów związanych z Tobą, kochana...
Płakał tuląc się do niej. Ona tak się bała śmierci...

***
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział XXII.

wtorek, 7.sierpnia.2007, 20:57


***
Jego myśli ciągłą zagadką...
Tak tajemniczą i wiele wartą...
Będąc w tych pięknych marzeniach,
w których wszystko było idealne...
W tych pragnieniach, które
były dla niego niewidzialne...
Po raz kolejny pokochałam...
I co za to dostałam...?
Po raz kolejny zaufałam.
Teraz tego pożałowałam...
draco-malfoy-i-ja.mylog.pl


***
Brązowowłosa nie mogła w to uwierzyć. Myślała, że
to tylko zły sen, który zaraz się skończy i znów spotka
swojego ukochanego, rzuci mu się w ramiona i powie, jak
bardzo jest przy nim szczęśliwa. I... że go kocha...
Po jej bladych policzkach wciąż płynęły łzy. Przed oczyma
miała wciąż jeden obraz, jej najlepszą przyjaciółkę z objęciu
Dracona. Biegła dalej przed siebie, coraz dalej... i dalej...
Zmęczona oparła się o jedno z drzew i odpoczęła chwilę.
Rozejrzała się wokół siebie. To miejsce było okropne!
Ciemne, zanieczyszczone, odludzie...? Kilkoma słowami?
Hermiona nie powinna w żadnym przypadku tu być...!

***
W głowie Ślizgona kłębiło się mnóstwo pytań.
Dotyczyły one tylko i wyłącznie pewnej dziewczyny...
-Nie myśl już o niej...-wyszeptała mu do ucha.
Ten po chwili oderwał się od niej i opuścił głowę w dół.
-Zostaw mnie w spokoju! Samego!-warknął i przeszedł
parę kroków, by nie być w jej obecności.
-Ale Draco, przecież ona Cie zdradziła. Masz teraz mnie.
-Zamknij się! Co mnie to obchodzi?! I do twojej wiadomości,
nie, nie mam Ciebie. Odczep się ode mnie.-ostrzegł i oddalił
się od niej na tyle, że zwolnił tempo. Szedł tam, gdzie niedawno
pobiegła z płaczem brązowowłosa. Tam gdzie ona, to i on...

***
Jęknęła, gdy poczuła ogromny ból w kolanie.
Jeszcze kilka minut temu rana nie wyglądała groźnie.
Podwinęła nogawkę od spodni i postanowiła to ocenić.
-Och, nie...-wyszeptała i urwała kawałek materiału z
bluzki i owinęła nogę.-Dalej raczej nie ujdę. Ale gdzie ja
w ogóle jestem? Cholera! Jak zwykle... Zgubiłam się...
Rozglądała się po lesie i myślała, którędy szła...
Nic, kompletnie nic jej się nie przypomniało. Pustka.
Zaczęła panikować. Zawróciła i szła wolnym krokiem.
Utykała, więc to przedłużyło o wiele czas...

***
Z trudem przemieszczał się po lesie.
Na ziemi leżało mnóstwo gałęzi, a mgła
uniemożliwiła mu dobre widzenie. Nie poddawał
się i szedł dalej. Musiał jej pomóc. Wiedział, że
sama ie da sobie rady. Przyspieszył, bo się już
dawno zciemniło. Usłyszał jakiś hałas. Zatrzymał się.
Wyjął różdżkę i zaczął z uwagą się wsłuchiwać...
Zamarł, gdy niedaleko głośno krzyczała dziewczyna.
Tak, to ona. Biegł w stronę jej głosu... Brązowowłosa
leżała na ziemi, a za nią wył się wielki pająk, potomek
Aragoga-najlepszego przyjaciela Hagrida. Gdy ''to coś''
spostrzegło Malfoy'a, rzuciło się w jego kierunku.
-Avada Kedavra!*-wykrzyknął w ostatniej chwili, a
pająk osunął się na ziemię. Chłopak podszedł do
Hermiony. Żyła i na szczęście była przytomna.

***
Gdy go ujrzała, nie wiedziała,czy ma się cieszyć,
czy płakać. Złapała jego rękę i podniosła się.
-Auuć... Moja noga...-wyjąkała. Ten rzucił jakieś
zaklęcie i rana znikła. Wszystko było jak dawniej.
-Dlaczego to zrobiłeś?-spytała idąc obok niego.
-Zemściłem się, gdy tylko dowiedziałem się, że
całowałaś się z Potter'em.-odparł, a gdy to usłyszała,
stanęła w miejscu.-Co się dzieje?
-Co takiego? Ja i Harry? Skąd Ci to do głowy przyszło?
Haa! My jesteśmy tylko przyjaciółmi! I nic więcej!
-Ale ta Bell mówiła inaczej i...-chciał przemówić, ale
ona przerwała mu i nie pozwoliła dojść do słowa.
-Katie to wredna zdrajczyni i kłamczucha! Ty jej uwierzyłeś!
Ona wszystko zmyśliła, byś ze mną nie był.-krzyknęła.
-A więc to nie prawda?-spytał i uśmiechnął się słysząc, że
to wszystko jest fałszywą informacją.
-My...ze sobą chodzimy?-zapytała niepewnie brązowowłosa.
-No raczej tak. Ale jeżeli Ty nie chcesz...
-Chcę. Ale ukrywajmy to. Tak będzie najlepiej. Dobrze?
-Jak uważasz.-powiedział. Wrócili razem przytuleni do siebie.

***
Wieczorem w dormitorium Hermiona nie odzywała
się słowem do jej byłej przyjaciółki. Czuła do niej
wstręt. By uniknąć jej wzroku, wzięła książkę i zaczęła
czytać. Katie opuściła pokój trzaskając drzwiami.
Do brązowowłosej przysiadła się Nicol.
-Co wam? Kłótnia?-spytała.
-Nie nawidzę jej. Podła gnida!-wykrzyknęła.
-Ej, uważaj. Co Ty za słowa stosujesz?!
-Takie, które mi się podobają!-odparła i wróciła
do czytania. Koleżanka westchnęła i usiadła przy lustrze.
-Katie tego pożałuje...! Nie pozostawię tak tego!-myślała
odkładając książkę.-Idziesz na kolację?
-Tak.-wyszeptała Nicol i razem poszły do Wielkiej Sali.

***
Po zjedzeniu, Hermiona spotkała się z Draco.
Spacerowali po ogrodzie. Było im bardzo dobrze.
Zatrzymali się przy pięknej brzosie zasypanej śniegiem.
Chłopak wyciągnął coś z kieszeni i trzymał nad nimi.
-Stoimy pod jemiołą.-wyszeptał uśmiechając się.
-Oh, a no tak, rzeczywiście.-odparła.
Po chwili nachylili się do siebie, a ich ciepłe wargi
spotkały się w długim pocałunku...
-Katie, szykuj się na moją zemstę...-myślała.
***
*Avada Kedavra- jest najgroźniejszym z Zaklęć Niewybaczalnych, ponieważ jest nieodwracalne w skutkach i bardzo niebezpieczne, za jego sprawą uśmiercić można żywą istotę. Nie ma na nie przeciwzaklęcia.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział XXI.

poniedziałek, 6.sierpnia.2007, 18:04


***
Następnego dnia brązowowłosa siedziała skulona w pokoju dziewcząt.
Myślała o wczorajszym.Harry nadal się do niej nie odzywał, odwracał
wzrok, gdy ta na niego spojrzała, udawał, że widzi ją pierwszy
raz na oczy.To ją bardzo zabolało.Przecież nie zrobiła nic złego.Czyżby?
Chciała z nim porozmawiać,ale tak na poważnie, ale on nawet nie dawał
jej dojść do słowa,gdy usiłowała wszystko dokładnie wytłumaczyć.
Wpadła na pomysł, jedyny jaki jej przyszedł do głowy-wzięła pergamin.

'' Harry!
Proszę porozmawiaj ze mną!
Wszystko sobie wyjaśnimy...
Nie chciałam, aby tak się stało.
Tak wyszło. Jest mi przykro i
chcę to naprawić. Spotkamy
się za godzinę w ogrodzie?
Hermiona. ''


Podała list sowie i kazała dostarczyć. Czekała na odpowiedź...
Nie sądziła, że ją w ogóle od niego dostanie. Aż w końcu.
Ptak przyleciał podając jej kawałek kartki. Rozłożyła ją.

''Cóż, niech Ci będzie.
Ale nie licz na to, że Ci wybaczę.
Tak więc w ogrodzie, nie zapomnij.
Harry. ''


Westchnęła. Ale z drugiej strony cieszyła się, że z nim
porozmawia. Ten rok w Hogwarcie jest dla niej tragiczny.
Śmierć Sylii, problemy z Draco i Harry'm, częste omdlenia,
złe samopoczucie. Ale wierzyła, że to się niedługo zmieni.

***
Ślizgon dokładnie odliczał minuty do końca Transmutacji.
Był znudzony wszystkim, chciał mieć chwilę wolnego.
Pogoda była do niczego, padał śnieg z deszczem,
wiał lekki wiatr. Zbliżała się chłodna zima i Święta.
Wigilię Bożego Narodzenia ma spędzać w Hogwarcie.
Tak postanowił-zostanie razem z Hermioną.
Lekcja dobiegła końca i wyszedł z klasy.
Szukał brązowowłosej. Chciał ją spytać, czy to, co się
między nimi dotychczas wydarzyło, oznacza, że są
ze sobą? I czy może ją nazywać swoją dziewczyną?
Przyspieszył kroku. Wiedział, gdzie ją być może teraz
znajdzie. Biblioteka. Nie było jej. Dormitorium. Pusto.
Opuścił szkołę w jej poszukiwaniu.

***
Chłopak stał przy wielkiej sosnie czekając na brązowowłosą.
Po chwili pojawiła się i stanęła obok niego. Nie wiedziała od
czego zacząć. Tak wiele tego było... W końcu odzyskała mowę.
-Przepraszam Cie, Harry. Ale dlaczego tak się zdenerwowałeś?
On tylko westchnął i popatrzał na nią jak na idiotkę.
-Czy ty niczego nie rozumiesz? Ty i Malfoy!-wykrztusił z siebie.
-I co z tego?-odparła i zrozumiała, że on jest chyba zazdrosny.
-To jest największy wróg prawie wszystkich uczniów! Nie dość, że
przychodzisz z nim na bal, to jeszcze się z nim całujesz po kątach!
-Wiem...-wyszeptała opuszczając głowę w dół.-Ale zrozum, że...
-Niby co? Że masz za chłopaka Malfoy'a ?!-krzyknął, a ją olśniło.
Przecież ona z nim nie chodzi ! No właśnie ! A więc...
-My ze sobą nie chodzimy. On mnie tylko pocieszył.-odparła.
Harry nie wierzył temu, co przed chwilą usłyszał.-Jak to?
-No normalnie. A to z balem, to nieporozumienie, a co do tego
pocałunku to przypadkiem tak jakoś i żałuję.-rzekła uśmiechając się.
-Teraz mi wierzysz? Wszystko jest w porządku?
-Tak. A już myślałem, ze was coś łączy...-westchnął i przytulił ją.
Brązowowłosa żałowała tego, co powiedziała, ale nie chciała stracić
swojego ukochanego przyjaciela, musiała coś wymyśleć...

***
Czesała samotnie swoje długie czarne włosy. Myślała o kimś.
Nie mogła przestać, ta osoba była dla niej wszystkim...
Kochała pewnego chłopaka-o kim nikt nie wiedział prócz niej.
Wstała i przyjrzała się sobie w brudnym lustrze. Chuda, o bladej
twarzy z natury, niebieskie oczy. Nie była najpiękniejsza, ani cudowna.
Była w sam raz, jak na dziewczynę. Przeszła kilka kroków i postanowiła
wziąść się w garść. Miała odwagę powiedzieć MU, to co do niego czuje.
Opuściła dormitorium i szukała go.
Dostrzegła go krążącego po ogrodzie.
-Cześć Draco. Możemy pogadać?-zapytała podchodząc do niego.
-Nie wiem. Nie mam czasu. Szukam Hermiony.-odpowiedział.
Gdy usłyszała to imię, zdenerwowała się.
Widać, że był mocno zakochany w brązowowłosej.
-Ale to zajmie chwilę. To dotyczy Twojej dziewczyny.-odparła tajemniczo.
-Jeśli jesteś tym zainteresowany, chodź ze mną.
Poszli w dwójkę w stronę jeziora i oparli się o najbliższe drzewo.
-Mów, co wiesz.-warknął rzucając do wody kamienie.-No...?
-Hermiona kocha Harry'ego!-wyrzuciła z siebie szybko. Nie żałowała.
-Co?!-Ślizgon odwrócił się do niej i patrzył na nią uważnie.
-No tak, widziałam jak się tulili i całowali. Tu niedaleko, w ogrodzie.
Jeszcze dziś. To straszne, wiem,że was coś łączyło.-wyszeptała
-Jak ona mogła...-wykrztusił z siebie opuszczając głowę w dół.
-Odegraj się. No wiesz, zemsta. Skoro ona chodzi z Potter'em,
Ty możesz na przykład...ze mną.-w tym momencie zerknął.
Według niego nie była aż tak zła. I zgodził się całując ją.

***
Brązowowłosa pożegnała się z Harry'm i spacerowała w ogrodzie.
Była zdziwiona, że nie widziała dziś Dracona. Poszła nad jezioro.
Chciała zobaczyć, jak zima pięknie je zmienia w lodowisko.
Przecisnęła się przez zamarznięte krzewy i ujrzała je.
I ku jej zdziwieniu, obok tuż przy jej ulubionym drzewie, zobaczyła
Katie Bell w objęciu Malfoy'a. Nie wiedziała, co robić. Stała chwilę
w tym samym miejscu, a po jej policzku popłynęła struga łez.
Zauważył ją. Oderwał się od dziewczyny. Hermiona uciekła.
-Gorzej być już nie może!-krzyczała biegnąc przed siebie.
Nie wiedziała, że wybrała niestety złą stronę. Zbliżała się do
Zakazanego Lasu. Słyszała coraz cichsze wołanie Dracona.
I jakiekolwiek odznaki życia. Nie zważała na nic. W myślach
gnębiło ją tylko jedno... coś najgorszego. Dlaczego jej najlepsza
przyjacióła tak zrobiła? Dobrze wiedziała, że Draco jest zajęty...
Upadła na ziemię. Z trudem powstała na obie nogi. Zdarła sobie
skórę na kolanie aż do krwi, spodnie były już zniszczone przez
wielkie rozdarcie. Nie przejęła się tym. Nie zatrzymała się...

***
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział XX.

piątek, 3.sierpnia.2007, 14:34

Na prośby moich czytelniczek - dłuższy rozdział !
Mam dla was wiadomość: być może opowiadanie niedługo
się skończy... Chyba,że tego nie chcecie? Piszcie...



***

ROZDZIAŁ XIX. ''Bal''

***
Nadszedł w końcu długo oczekiwany bal szkolny.
Nie było czasu na nic innego niż szykowanie się.
Brązowowłosa nie czuła się najlepiej, od jakiegoś
czasu bardzo pobladła i było jej słabo. Zdarzyło jej
się kilka razy zemdleć, niewiadomo z jakiego powodu.
Mimo tego dalej ciężko pracowała, uczyła się, by poprawić
stopnie na lepsze, a nie miała praktycznie czasu na odpoczynek.
Do uroczytości została zaledwie godzina. Ubrała swoją suknię i
uczesała swoje włosy. Przyglądnęła się sobie w lustrze. Zakręciło
jej się w głowie i gdyby nie Katie-upadłaby na podłogę. Przyjaciółka
w ostatniej chwili ją chwyciła i pomogła jej wstać.
-Co się dzieje? -zapytała przyglądając się jej uważnie.
-Nic. Poprostu straciłam równowagę i...wiadomo.-odparła.
-Kłamiesz. Dlaczego nie chcesz powiedzieć prawdy? Myślałam,
że mi ufasz!-rzekła podchodząc do okna.
-Ufam... Ale to moja osobista sprawa.-odpowiedziała wstając.
Podeszła do drzwi i odwróciła się,by spojrzeć na Katie.
-Idę się przejść.-i opuściła pokój dziewcząt. Wyszła z pokoju
wspólnego i pobiegła do opuszczonej łazienki. Usiadła na
parapecie i... rozpłakała się-był jakiś powód? Niewiadomo...
Przeszkodziła jej Jęcząca Marta, która wyłoniła się z umywalki.
-Oooo... Hermiono, dlaczego płaczesz?-spytała podlatując do niej.
-Nie płaczę.-odrzekła wycierając chusteczką blade policzki.
-Ah, zresztą. To nie przeszkadzaaaaaaaaam!-wykrzyknęła i
zanurkowała do jednej z kilku ibikacji zostawiając ją znowu samą.
Po chwili brązowowłosej popłynęła z oczu struga łez...

***
-Pospiesz się! Do balu zostało kilka minut!-krzyczał Ron.
-Zaraaaz, nie umiem zawiązać tego krawatu!-odpowiedział Harry,
po którego słowach rudowłosy wybuchnął głośnym śmiechem.
-Każdy mężczyzna powinien umieć...-zachichotał wchodząc do
przyjaciela.-Daj to, nauczę Cie, stary. No i widzisz, gotowe!
-Pff...! -zadrwił Harry wychodząc z pokoju razem z nim.
-O, wyglądacie... tak... hm...-myślała Ginny siedząca w
pięknej sukni na kanapie.-Całkiem dobrze, no!
Podziękowali i ruszyli wolnym krokiem w stronę Wielkiej Sali.
Dobiegała z niej muzyka i rozmowy innych uczniów...
Większość już była, brakowało tylko kilka osób...
Które zapomniały o dzisiejszej uroczystości...?

***
Hermiona zerwała się na myśl o balu. Podeszła do lustra
i lodowatą wodą przemyła sobie zapłakaną twarz, aż ją
zapiekło. Wybiegła z łazienek do Wielkiej Sali. Schodząc
po schodach, zauważyła, ze nie ma Dracona. Zdziwiła się.
Rozglądała się po pomieszczeniu i nic. Podeszła do stołu z
napojami i napiła się piwa kremowego. Westchnęła. Nagle od
tyłu ktoś złapał ją za ramię. Odwróciła się i uśmiechnęła.
-Draco...-wyszeptała i odstawiła kieliszek na miejsce.
-Zatańczysz ze mną?-zapytał łapiąc ją za rękę. Zgodziła
się bez żadnych wątpliwości i po chwili tańczyli obok innych
par na parkiecie. Dotąd nikomu nie przeszkadzało to, że są tu
razem. Dopiero potem brązowowłosa spostrzegła niezadowoloną
minę Harry'ego, który obok nich tańczył z Ginny. Zignorowała to.
Bal trwał... Wszyscy bawili się znakomicie, czas szybko leciał...
Draco patrzył jej prosto w oczy i myślał o czymś skrycie...
'' Ma takie śliczne oczy,
ale nie rozumiem dlaczego
widzę w nich tyle smutku... ''


***
-A Ty dokąd idziesz?!-zawołała Ginny biegnąc za partnerem.
-Wychodzę! Mam dość...!-warknął odwracając się do niej.
-Czego?-zapytała.-Powiesz mi czy nie?
-Spójrz tylko! Hermiona i Draco! Czyż to nie dziwne? Ona i on,
najwięksi wrogowie! A ona tak poprostu przychodzi z nim na bal
jakby nic się nie stało! Czy ona wie, co robi?!-warknął opuszczając
Salę Balową trzaskając za sobą drzwiami. Ginny stała nadal w tym
samym miejscu i nie wiedziała, czy biec za nim, czy zostać...
Bal dobiegał końca i większość osób rozeszło się w różne miejsca.

***
Brązowowłosa zmęczona ciągłym tańczeniem usiadła przy stole.
Dosiadł się do niej Draco i razem gawędzili.
Tu, publicznie nie okazywali swojego uczucia, którym się dażyli.
Postanowili wyjść z Sali i poszli do ogrodu, z dala od Hogwartu.
Usiedli na trawie i patrzyli sobie w oczy.
-Kochasz mnie?-zapytał głądząc jej włosy.
-Tak. A Ty mnie?-zapytała uśmiechając się.
-Kocham.-odparł i przytulił ją mocno do siebie.
Po chwili ich wargi spotkały się w długim pocałunku.

***
Harry krążył po ogrodzie kopiąc kamienie.
Szedł przed siebie nie zważając na innych.
Był zły na wszystko, a przeważnie,
że dziewczyna, która mu się bardzo podobała,
poszła na bal z Malfoy'em. Westchnął.
Przedarł się przez krzewy i nagle spostrzegł
całujących się...
-Hermiono?!-wykrztusił z siebie.
Brązowowłosa nie wiedziała, co powiedzieć.
Draco wstał, ale ona kazała mu usiąść.
-Harry, to nie tak jak myślisz...-rzekła podchodząc do niego.
Odepchnął ją i zacisnął pięść.
-Tego już za wiele. Zostaw mnie w spokoju!-wydarł się i zniknął im z oczu.
-Nie...-pomyślała Hermi zalewają się łzami.
Wtuliła się w Dracona i miała wielki żal do całego świata...

***
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

..:: Rozdział XIX ::..

wtorek, 31.lipica.2007, 15:58

***

Draco Malfoy
Nie wiedział już co robić...
Gdy myślał, że to już koniec,uklękł nad nią.
Płakał jak małe dziecko, obwiniał za to siebie.
-To moja wina ! Nie zdążyłem... ! -krzyczał...
Trzymał jej zimną rękę i ściskał... Prosił, by to
był tylko zły sen, który zaraz przeminie...
Położył się obok Hermiony, głowę dał na jej ciele
i modlił się o cud, że zacznie oddychać...
Nagle poczuł, jak czyjaś delikatna dłoń gładzi jego
mokre włosy. Początkowo myślał, że mu się zdawało.
-Co do licha...-powiedział i wstał. Brązowowłosa poruszyła się.
-Co się dzieje?-wykrztusiła z siebie.-Draco... Co Ty tu robisz?
-Dlaczego to zrobiłaś?! Dlaczego?!-krzyczał.
-Bo ja... Cię... kocham...-wyszeptała lekko się uśmiechając.
Dracon był w szoku. Czyżby się przysłyszał?
-Co powiedziałaś?-spytał, by się upewnić.
-Kocham Cię.-rzekła i próbowała się podnieść. Była zbyt słaba,
a przemoczone ubrania były ciężkie. Straciła przytomność.
Chłopak wziął ją na ręce i poszedł w stronę skrzydła szpitalnego.

Harry Potter
Harry bardzo martwił się o przyjaciółkę.
Ron podtrzymywał go na duchu, tłumacząc, że
pewnie nic jej nie jest i niedługo się pojawi...
-Napewno zasiedziała się w bibliotece-powiedział siadając
obok niego w pokoju wspólnym. Nie odzywali się do siebie
słowem przez jakomś dłuższą chwilę. Aż w końcu...
-Idę jej poszukać !-krzyknął zrywając się z kanapy.
-Zaczekaj na mnie !-zawołał Ron biegnąc za nim.
Przeszukali wszystkie miejsca, w których lubiła przesiadywać
ich brązowowłosa przyjaciółka. Nigdzie jej nie było...
-Cholera ! I co? Niedługo się pojawi, co?!-zakpił Harry uderzając
rudowłosego w ramię. Po chwili zaczepił ich Gryffon w ważnej sprawie.
-O co chodzi, Nevil ?-zapytał Ron czujnie mu się przyglądając.
-Hermiona jest w skrzydle szpitalnym. Jest z nią dobrze, Draco ją
uratował. Próbowała popełnić samobójstwo.-wyszeptał opuszczając
głowę w dół.-Idzcie lepiej do niej. Chce was widzieć natychmiast.
Pobiegli jak najszybciej się dało. Leżała samotnie w sali.
-Hermiono!-wykrzyknęli równocześnie zbliżając się do jej łóżka.

Draco Malfoy
Ślizgon siedział w lochach skulony. Myślał.
-Kocha mnie... To dobrze czy źle? Nie wiem...
Miał tyle pytań, na które nie otrzymał odpowiedzi...
Minęła godzina od tego wypadku, jeśli można to tak nazwać.
-Dlaczego skoczyła do tego jeziora? Czy to przeze mnie?
Wstał i postanowił ją sam o to spytać. Ruszył do skrzydła
szpitalnego. Miał nadzieję, że będzie sama. Uchylił lekko drzwi.
-Draco...-wyszeptała widząc go.-Jak dobrze, że Cię widzę...
Podszedł bliżej i usiadł obok niej. Nie wiedział od czego zacząć.
Brązowowłosa usiadła obok niego i ciężko westchnęła.
Popatrzyli sobie w oczy... Po jej policzku spłynęła łza szczęścia.
-Hermiono, ja...-i znowu brak tematu. Gnębiła go ta cisza i milczenie.
Wstał i pociągnął ją za rękę. Złapał ją w pasie. Ich oddechy się spotkały.
Doszło do długiego pocałunku. Oboje tego chcieli, nie zaprzeczyli...

I co dalej... ?
Hermiona pod wieczór opuściła skrzydło szpitalne.
Odprowadził ją pod same dormitorium- Draco.
Harry i Ron są szczęśliwi, że brązowowłosej nic się nie stało.
Jednak jeszcze nie wiedzą, że łączy ją coś z Malfoy'em, ich
największym wrogiem. W krótce się o tym dowiedzą... A jutro rano
jest bal, na który Hermi tak długo czekała, bo... zobaczy ukochanego,
a Draco- ukochaną. I nie obchodzi ich to, co sobie pomyślą inni...

Bo nawet zakazana miłość przetrwa wszystko...
jeśli się kogoś bardzo kocha, będzie trwała wieki...



wspomnienie naszej miłości
wciąż unosi się w powietrzu
jak spłowiały zapach Twoich róż
pozostaje ze mną wszędzie ...


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

..:: Rozdział XVIII ::..

poniedziałek, 30.lipica.2007, 18:11



wspomnienie naszej miłości
wciąż unosi się w powietrzu
jak spłowiały zapach Twoich róż
pozostaje ze mną wszędzie ...


Hermiona Granger
Brązowowłosą dziewczynę obudziły czyjeś głosy.
Otwierając oczy spostrzegła dwójkę przyjaciół,
którzy dyskutowali o meczu Qudditch'a.
-O, cześć Hermiono.-przywitał się Harry uśmiechając się.
-Hej... Która godzina?-spytała ziewając. Okryła się kołdrą.
-Długo spałaś. Późno. Szesnasta.-odparł Ron wyszczerzając do niej zęby.
Dziewczyna błyskawicznie zerwała się z łóżka i stanęła na obie nogi.
Kierowała się w stronę drzwi wyjściowych.
-Yyy... A Ty dokąd idziesz?-zapytał Harry wstając za ''uciekającą'' przyjaciółką.
-Wybaczcie, ale jutro jest bal i... kompletnie nie mam pojęcia w co się ubrać! - wyszeptała łapiąc za klamkę.
Harry poprosił ją na słówko.
-Możeposzłabyśnaniegozemną?-wykrztusił to z siebie tak
szybko, że nikt by go nie zrozumiał.
-Co? Możesz powtórzyć? Ale wolniej? Uprzejmie proszę.-powiedziała.
-Dobra. Pójdziesz ze mną na ten bal?-poprawił okulary.
-Przykro mi, ale już mnie ktoś zaprosił.-wyszeptała klepiąc go lekko po ramieniu... Uśmiechnęła się.
-Muszę lecieć.-rzekła wybiegając z pomieszczenia do dormitorium.

Draco Malfoy
Ślizgon leżał na kanapie wpatrując się w iskry z kominka.
Myślał tylko o pewnej dziewczynie, w której nadal był zakochany.
Te uczucie było tak wielkie, że nie mógł go zwalczyć.
Jednak wiedział, że nigdy nie będzie tak jak kiedyś.
Hermiona czuje do niego wstręt i nienawiść...
-Cholera ! Dlaczego posunąłem się tak daleko?!-krzyczał w myślach,
obwiniał sam siebie za to, co zrobił przed dwoma miesiącami.
-Teraz ona nigdy mi tego nie wybaczy... Ahh, Granger...
Gdybyś tylko wiedziała, że tego żałuję.
Zrobiłbym wszystko, by cofnąć czas, ale to niemożliwe.
Będę się starał, by to jakoś naprawić... Ale jak?-Malfoy wyszedł
z dormitorium i przechadzał się po szkolnych korytarzach...
-Kocham ją... Kocham!-mówił sam do siebie...

Hermiona Granger
Miała dość płaczu i łez. Postanowiła wziąść się za siebie.
Wyszła z dormitorium i szybkim krokiem z opuszczoną
głową w dół szła przez ciemny korytarz... Nie zwracała uwagi
na innych, nawet na wołającą ją niedaleko Ginny. Skręcając w
przeciwną stronę przypadkiem zderzyła się z kimś i upadła.
-Wybacz. Zapatrzyłem się.-powiedział Draco podając jej rękę.
Złapała ją i wstała. Ich spojrzenia na dłuższy czas się spotkały.
-Draco, ja...-chciała także przeprosić, lecz uciszył ją.
-Ciiiicho...-wyszeptał i musnął delikatnie jej wargi,
zagłębiając się w coraz namiętniejszym pocałunku.
Hermionie tego brakowało od tego czasu, tak za tym
tęskniła odkąd ich rozdzielono. Nagle przypomniała sobie,
że nie powinna tego robić i... oderwała się od niego...
-Przepraszam, nie powinienem...-powiedział.
-Nie przepraszaj. To nie Twoja wina.-szepła.
Tak bardzo chciała mu powiedzieć, że dalej jest w nim
zakochana, nawet po tym,co zrobił. Kochała go...
Milczeli. Wyrwała się z jego objęcia i uciekła z płaczem.

Draco Malfoy
Chłopak stał dalej na korytarzu, po tym jak jego ukochana
uciekła. Sam nie wiedział dlaczego doszło do tego pocałunku.
Chciał to zrobić już dawno, nie mógł się jednak odważyć...
I po jego bladym policzku spłynęła łza...
Jedna, szczera łza... z miłości do dziewczyny, z którą
już pewnie nigdy nie będzie... Przez jego głupotę...
Zacisnął pięść i wrócił do dormitorium. Położył się
na łóżku i myślał tylko o NIEJ. Na niczym innym nie
mógł się skupić. Tak bardzo chciał ją jeszcze raz zobaczyć...

Hermiona Granger
Biegła przed siebie płacząc...
Nie mogła złapać tchu, więc zwolniła.
Nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się
przed szkolnym jeziorem. Miała dosyć...
-Kocham go! I dlatego muszę to zrobić...-myślała.
Spojrzała w zachmurzone niebo i westchnęła...
Weszła na most i wolnym krokiem szła przed siebie.
Myślała tylko o jednym. Przeszła przez barierkę i spojrzała
w dół. Woda była brudna i zimna. Bez zastanowienia zamknęła
oczy i wskoczyła do lodowatego jeziora. I nie wypłynęła...

Draco Malfoy
-Powiem jej to ! Nie będę dłużej ukrywać mojego uczucia!
Odszukam ją i wszystko wyjaśnię.-myślał idąc korytarzem,
którym kilka minut temu pobiegła Granger. Nigdzie nie mógł
jej znaleźć. Dowiedział się od kogoś, że szła w stronę jeziora.
Dobiegł do mostu i do głowy przyszła mu jedna myśl...
-Nie... błagam! Oby tylko nie to!-krzyczał. Na barierce spostrzegł
kawałek materiału z jej bluzki. Wskoczył do wody.
Na dnie spostrzegł jej ciało. Złapał ją i wynurzył się.
Dopłynął do najbliższego brzegu i położył ją na trawie.
Nie dawała żadnych oznak życia... Nie oddychała...
-Hermiono! Nie rób mi tego ! Nie!-krzyczał. Przytulił się do
zimnego ciała i zaczął płakać... -Proszę, nie...-błagał...

Czy to KONIEC ? Draco nie zdążył ? Hermiona nie żyje?
Dlaczego postanowiła popełnić samobójstwo ? ...

C.D.N.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:




KSIĘGA ZAPISÓW
Tiara za pierwszym razem przydzieliła mnie do Slytherin'u.
otwórz.!
zapisz.!

INFORMACJE
Było was tu ...
Bohaterowie. !
Pokochaj mnie.!
Jestem teraz - {akcja}


SONDA
Podoba Ci się to opowiadanie?
Tak.!

Nie.!

Nie wiem.!


Pokaż wyniki

SUBSKRYPCJA
Chcesz wiedzieć, kiedy pojawiają się tu nowe rozdziały? Podaj e-mail, lub zapisz się w Księdze Gości.
Podaj adres e-mail:



Ponieważ wystąpiły komplikacje z subskrypcją, proszę zapisywać się tylko i wyłącznie w Księdze Gości. Przepraszam za utrudnienia.

CZĘŚĆ PIERWSZA
Rozdział I.
Rozdział II.
Rozdział III.
Rozdział IV.
Rozdział V.
Rozdział VI.
Rozdział VII.
Rozdział VIII.
Rozdział IX.
Rozdział X.
Rozdział XI.
Rozdział XII.
Rozdział XIII.
Rozdział XIV.
Rozdział XV.
Rozdział XVI.
Rozdział XVII.
Rozdział XVIII.
Rozdział XIX.
Rozdział XX.
Rozdział XXI.
Rozdział XXII.
Rozdział XXIII.
Rozdział XXIV.
Rozdział XXV.
Rozdział XXVI.
Rozdział XXVII.
Rozdział XXVIII.
Rozdział XXIX.


CZĘŚĆ DRUGA
Narazie trwa pierwsza część.


CYTAT
...wspomnienie naszej miłości wciąż unosi się w powietrzu jak spłowiały zapach Twoich róż pozostaje ze mną wszędzie... kocham cię Gregory [*]


OCENILI MNIE :
Fruit-Tea (6)
Slodko-Gorzkie-Ocenki (6+)
HP-Marks (90/100)
Ocena-Bloga (38/50)


hermionaa.mylog.pl
clara-and-draco.mylog.pl
ron-i-hermiona.mylog.pl
draco-niby-zly.mylog.pl
wentworth-prison.mylog.pl
malawiedzma.mylog.pl
magiczne-zycie-lily-evans.mylog.pl
co-nowego-u-harrego.mylog.pl
stories-hp.mylog.pl
draco-hermiona-milosc.mylog.pl
kate-marvolo-riddle.mylog.pl
narcyza-kontra-jean.mylog.pl
hermi-world.mylog.pl
hermionka21.mylog.pl
slytherin-love.mylog.pl
kocham-cie-granger.mylog.pl
wspomnienia-cassidy.mylog.pl
emma-dan.mylog.pl
h-p-i-l-p.mylog.pl
slodka-prowokacja.mylog.pl
hermioned.mylog.pl
draco-love.mylog.pl
trojka-hogwarcka.mylog.pl
nutrisee.mylog.pl


ARCHIWUM

2006
czerwiec (6)
lipiec (1)

2007
marzec (7)
lipiec (5)
sierpien (8)
październik (2)

2008
styczeń (1)
marzec (1)

2010
sierpien (1)

Mój Profil

Podlinkuj

brak kategorii (32)
ROZDZIAŁY (0)
wszystkie (32)

...Ich informuję.
www.clara-and-draco.mylog.pl



SZABLON
+ draco-malfoy-i-ja +
Szablon jest tylko i wyłącznie mojego autorstwa, nie kopiować, nie plagiantować.


CZYTELNICY

cleany-aqunellihermiona-dracohermione-riddletrilbyhermiona-mionatrud-miloscihory-portierthe-carrowsona-on-dwie-przeciwnoscionly-togetherbadz-a-kleknedraco-malfoy-i-jaremus-and-katiawatsonlavare-manustajemnice-hermionyzakochana-hermiz-beauxbatons-do-hogwartuwith-passionhermiona-draco-storyslytherin-lovemr-malfoydlaczego-mnie-ranisz-dracosally-newthonkrytyka-harry-potterlegilimentsshadowbladewentworth-prison-breakdraco-hermione-lovewierna-na-wiekithe-angel-of-darknesslosy-doroslej-hermionyhp-hpmrs-evansmarudersmiss-malfoyi-love-you-snape
KLUBY



MUZYKA

W tle ... Mika-Happy Ending.